Syndrom człowieka z tv

Po odpowiedniej przerwie od pisania przyszedł czas na wylewanie tego, co przez ten czas się narodziło lub utwierdziło w mej małej małej głowie. Dziś będzie oczywista oczywistość dla głowy, ale okazuje się, że w życiu codziennym nic nie jest oczywiste!

Wreszcie studiuję na Royal Holloway University of London. Wreszcie to, co mnie kręci, Drama and Italian. Uczę się robić przedstawienia i takie tam ciekawe hece. Do tego pracuję: 1 – tak jak lubię – ucząc śpiewu, tańca, jedzenia pomarańca, 2 – tak jak różnie lubię – kelnerkując w klubie golfowym, gdzie członkostwo kosztuje 100 tysięcy funtów rocznie, czyli poznaję świat z kosmosu.

Poznaję tak naprawdę setki światów z kosmosu. Bardzo międzynarodowe otoczenie, wielokulturowość na poziomie „nie wyobrażam sobie, żeby był wyższy”, masa ras, masa religii, masa poglądów i stylów. I tak jak w liście motywacyjnym napisałam, że lubię poznawać ludzi i chciałabym rozumieć wszystkich, tak poznaję bardzo różnych ludzi i słucham ich historii i rysuję sobie mapę zdarzeń w głowie. Muszę się czasami zatrzymywać, żeby nie wyjść „poza linie”, tzn. nie osądzić. A będąc katolem-betonem i polaczkiem-cebulaczkiem to łatwe nie jest :) Jakby się odrzuciło betonowość i cebulaczkowość to może i by było proste akceptować wszystkich wokół. Ale właśnie sęk w tym, żeby trzymając się swojej tożsamości i będąc pewnym tego w co i w kogo się wierzy, nie popaść w osąd. Nie chce się samemu być sądzonym, to niech się nie sądzi innych. Nie chce się być poniżonym, to niech się nikogo nie poniża – nawet w myślach. Im dłużej uczę się kochać tym lepiej rozumiem innych.

Im więcej popełniam błędów – tym bardziej rozumiem jak mała jestem. Obserwuję odwrotny syndrom u – nazwijmy go – „człowieka z tv”. Człowiek z tv chciałby być niezależny od Boga, chciałby sam odnieść sukces, sam się dobrze czuć ze sobą, sam budować dobre relacje, sam stworzyć rodzinę, sam umrzeć i sam się zbawić. Dlatego też człowiek z tv nie uczy się pokory, bo żaden z jego celów nie wymaga uniżenia się i zrozumienia jak słabą istotą człowiek jest. Wiadomo, że cele te są same w sobie niemożliwe i którekolwiek z założeń jest błędne, bo tworzą łańcuch i musiałyby istnieć wszystkie naraz, a po prostu nie mogą. Człowiek z tv nie przejmuje się, że rani innych w drodze po sukces; nie buduje głębokich relacji, bo nie potrafi wyzbyć się egoizmu, bo przecież on napędza wszystkie jego cele. Taka osoba jak popełnia błąd nie pozwala go zobaczyć nawet samej sobie, a ewentualne wnioski tylko wzmacniają jej pychę i ego.

I tak, za każdy razem kiedy robię coś źle albo ktoś robi coś źle względem mnie (to to samo wbrew pozorom) i próbuję dać światu wielkiego kopa w zad, robię wielki zamach nogą i bum – leżę na ziemi. I zamiast przy pierwszej myśli się uniżyć i uniknąć „bum” – dochodzę do tego samego chwilę później. Zamiast żyć przekonaniem, że radość się znajdzie w pokorze i uniżeniu się, wracam do bezcelowego syndromu człowieka z tv.

Jak ten pies.

:)

Musiałam coś palnąć na koniec.

Reklamy

Tagi: , , , , ,

.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: