O filozofowaniu, autentyczności, projekcie PSALM i szkole

Filozofuj filozofie póki ktoś Ci dupę skopie

mawiali makabimsko-hasmoneuscy Machabeusze pod koniec każdej z rytualnych kłótni o zapis historii Chanuki.

Zasady mieć to bardzo ważna sprawa. Można powiedzieć, że bez zasad ani rusz!

Problem pojawia się, gdy zasad ma się więcej niż minut w godzinie i tych godzin w dobie (60×24). Rozmowy o życiu z ludźmi są fajne, ale nie dlatego, bo znają wiele teorii czy słyszeli o ludziach, którzy mieli różne zasady. One są ciekawe wtedy, kiedy ktoś żyje jakąś zasadą i może się do niej odnieść. Serio, lepiej mieć zasad w życiu 5 i nimi się kierować niż 100 i o nich tylko mówić. Z rozmyślań nad życiem życie nie wypływa, a filozofia nie ma sensu bez życia jej mądrością. Nie ma sensu istnienia :) Tak więc życie się kończy tam, gdzie filozofia zaczyna, filozofia zaczyna tam, gdzie życie kończy, ale dla płynności musi się coś zaczynać i kończyć po to, żeby nowa filozofia mogła wejść w życie i znowu się… skończyć. W mojej głowie brzmi to bardzo logicznie. Tu o filozofowaniu i życia kończeniu przez przefilozofowanie (można traktować jak wykład, robić notatki, odtwarzać po 5 razy):

AUTENTYCZNOŚĆ I AUTENTYZM

Autentyczność to zgodność z rzeczywistością, szczerość i prawdziwość.

Autentyzm to też zgodność z rzeczywistością, ale i przedstawienie sztuki w sposób prawdziwy i wierny rzeczywistości oraz określenie na kierunek „w polskiej literaturze międzywojennej, uznający za przedmiot twórczości jedynie osobiste przeżycia autora” (SJP, PWN).

Więc autentyczność albo autentyzm w pierwszym znaczeniu to jest to na czym się skupiam teraz. Chcę się kłócić tak jakby Jezus (3D, widoczny i ciężki) stał obok i mógł się wtrącić, chcę się modlić [publicznie] tak jak moje serce faktycznie się modli, a nie żeby było to ładne dla innych. Chcę, żeby moje „Niech Cię Bóg błogosławi” było tak samo autentyczne jak moje „pocałuj mnie w dupę” – oto moja jużnietaknowa dewiza życiowa.

Wymyśliłam projekt „psalm” i nazwałam go projektem zamiast postanowieniem, bo brzmi praktyczniej – i śpiewam psalmy na mszach w kościołach – tam gdzie jestem – albo wtedy jak bardzo, ale to bardzo mi się nie chce albo wtedy jak bardzo mi się chce – bez filozofii w tym, tak po prostu mam, że jak bardzo mi się nie chce to się zmuszam, bo stwierdzam że coś jest nie tak. I śpiewam te psalmy na melodię wypływającą z słów (refren dla ludzi jest stały, ale melodia jest tzw. improwizacją) i serio się wtedy moje serce modli. Jestem wtedy taka jaka jestem, nie występuję, nie patrzę na to czy myślą o mnie teraz dobrze, po prostu modlę się psalmem. I to co robię nie jest niczym gorszącym, nie śpiewam na melodię Britney Spears, więc jeśli nie podoba się komuś to trudno, ja wierzę, że prędzej psalm trafi do innych jak „prowadzący go” będzie się modlił słowami psalmu niż jak go wyduka na tradycyjną nutę bez przekazania go ludowi i po mszy zarówno on jak i ludzie nawet nie będą pamiętali, że był psalm a co dopiero o czym on był… Jak się nie przyłożysz to szybko zapomnisz, brzmi jemeńskie powiedzenie. Więc będę kontynuować mój „projekt” i w Anglii i w Polszy i tam gdzie mnie poniesie. Uważam, że jest Boży i nie dam się zniechęcić.

Ostatnio miałam dużo nieoddanych prac na jeden przedmiot i nie zrobiłam ich, utknęłam na jednej i nie mogłam ruszyć i normalnie bym napisała, że już prawie kończę (tak, skłamałabym :P) i wyślę niedługo. Ale tym razem stwierdziłam, że przeca ziemia jest tyci tycia, ja tej sytuacji za miesiąc i tak nie będę pamiętać i jeśli chcę sobie wytatuować autentyczność na czole, to muszę autentycznie napisać jak sprawa wygląda i będzie co będzie… I poleciał mejl „Drogi (nauczycielu), przykro mi, ale praktycznie nic nie zrobiłam na nasze zajęcia, męczę się z (zadaniem X), ale próbuję cały czas i do północy postaram się coś wysłać, ale do wszystkiego mi daleko”. No i nic się strasznego nie wydarzyło, napisałam prawdę, zrobiłam jak napisałam i mogę żyć nie plując sobie w brodę, że kłamałam bez sensu.

I mimo, że uznaję Biblię od A do Z (nie wywalam też ksiąg jak mi się nie podobają :P) i Ewangelia Marka 9,42 mówi, że „kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” to nie jestem święta i świętej nie zamierzam udawać. Żeby szanować ten werset mogę jedynie trzymać się autentyczności i faktycznie mówić te rzeczy, w które wierzę i przyznawać się do tego, co uznaję za prawe i dobre.

Człowiekiem nikczemnym jest i nicponiem:
kto chodzi z kłamstwem na ustach,
oczyma strzela, szurga nogami,
palcami swymi wskazuje;
a w sercu podstęp ukrywa,
stale przemyśliwa zło,
jest podnietą do kłótni.
Dlatego nagle zagłada nań przyjdzie:
w mgnieniu oka zniszczony – i nieodwracalnie.

Księga Przysłów 6,12-15 o przewrotności. Autentyczność jest dużo prostsza od przewrotności. Wystarczy być sobą.

Advertisements

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: